Kategorie
Biznes

Chory Ksef

 Schodzę z 24-godzinnego dyżuru, a w głowie zamiast odpoczynku mam listę faktur, których… nie widzę. Jako lekarz na kontrakcie prowadzę jednoosobową działalność i dotychczas sprawa była prosta: faktura za wynajem gabinetu, leasing auta, telefon, internet czy paliwo wpadały na maila. Rzut oka, przelew, gotowe. Od początku lutego, odkąd grupa największych firm przeszłoa na KSeF, mój e-mail wpadają tylko niektóre faktury.

System logowania do KSeF to w tym miesiącu jakiś ponury żart. Próbuję się zalogować między pacjentami – wyrzuca błąd. Próbuję po dyżurze – trwa „przerwa techniczna” lub system nie wyrabia z liczbą zapytań. Efekt? Już dostałem pierwszy monit z firmy leasingowej, bo faktura wystawiona 1 lutego „wisiała” w cyfrowej próżni, a ja o niej nie wiedziałem. Do tego te odsetki i groźba blokady usług telekomunikacyjnych, bez których w dzisiejszej medycynie (e-recepty, e-skierowania) po prostu nie istnieję.

Nawet na stacji benzynowej, dostaję tylko jakiś „obraz faktury” – papierowy kwit, który nie jest dokumentem księgowym. Prawdziwa faktura jest w KSeF, do którego dostęp graniczy z cudem. To ma być ta obiecana „deregulacja” i ułatwienie życia? To jest raczej kardiogram z migotaniem komór. Koszty wdrożenia tego systemu dla małych podmiotów są niewspółmierne do korzyści, a zapowiadane 2 mld zł zysku dla budżetu (przy 600 mld całości) to kwota śmieszna, biorąc pod uwagę paraliż, jaki zafundowano przedsiębiorcom.

Na szczęście trafiłem na https://ksefinbox.pl/. To rozwiązanie, które pozwala mi zapomnieć o istnieniu rządowego portalu. Ksefinbox automatycznie wyłapuje moje faktury z systemu KSeF i przesyła je prosto na mój prywatny e-mail albo bezpośrednio do biura rachunkowego.

Patrząc na wpis na https://300energia.net/2026/02/ksef-i-puste-obietnice/, widzę, że nie jestem sam w tej irytacji. Rządowa propaganda o walce z karuzelami VAT to czysta fikcja – te przekręty dzieją się na fakturach zagranicznych, których w KSeF nie ma. Zamiast realnych zmian, dostaliśmy skomplikowany, niewydolny system o wątpliwej legalności, który zbiera o nas dane wykraczające poza potrzeby podatkowe. Od kwietnia, gdy wejdą w to mniejsze firmy, czeka nas totalny zator. Ja wybieram spokój z Ksefinbox, bo wolę leczyć ludzi niż walczyć z serwerami Ministerstwa Finansów.